niedziela, 18 sierpnia 2013

EPILOG.

na wstępie proszę włączajcie podkłady, bo są one częścią tego epilogu.
Uprzedzam-  być może będzie to najdłuższy epilog jaki czytaliście, ale.. miłego...




 ... jesteś najlepszą i najpiękniejszą dziewczyną na świecie. Kocham cię jak wariat- zaśmiał się do siebie-  i zrozumiałem, że tylko z tobą chcę spędzić resztę życia. Nie wyobrażam sobie, abym spędził je z kimś innym i nie wiem, co byłoby gdybym miał przechodzić to samo co pół roku temu. Oboje zjebaliśmy sprawę- pogładził mnie po policzku- wiem, że duża część to moja wina. Ale nie pozwolę już ci odejść ode mnie, dlatego- w tym momencie zaczął grzebać w plecaku. Patrzyłam na jego poczynania. Wywalił wszystko z plecaka, a na wierzch wyleciało pudełeczko.
- Aleks- złapałam go za rękę, a on uklęknął przede mną.Wokół nas zgromadzili się przechodnie.
- Chcę abyś była moją żoną, kocham cię jak wariat. Wyjdziesz za mnie ?- zapytał, a w moich oczach pojawiły się łzy. Nie mogłam nic powiedzieć.- Kamila, wyjdziesz za mnie ?- zapytał niepewnie po raz drugi, a ja rzuciłam się na niego.
- Kochanie ! Oczywiście, że tak- on na moje słowa pocałował mnie, a ludzie dookoła zaczęli bić brawo. Mój narzeczony drżącymi rękami otworzył pudełeczko i wyjął z niego <pierścionek>. Ja podałam mu swoją prawą dłoń i po chwili widniało na jej to cudeńko.
- jest przepiękny i pasuje idealnie - popatrzyłam na mój nowy nabytek.
- teraz jesteś już bardzo moja, do końca życia- cmoknął mnie w czoło.
Rozłożyliśmy sobie koc i siedzieliśmy wpatrując się w siebie cały czas. Wyjęłam telefon i o dziwo znalazłam zasięg. Zrobiliśmy sobie zdjęcie, gdzie pokazuje pierścionek i wysłaliśmy do Mańka, Michała i Karola. Dzięki temu ostatniemu nie musimy się zbytnio martwić o przepływ informacji. Po chwili odebraliśmy milion wiadomości z gratulacjami.
- zgłupieje- zaśmiałam się, gdy zaczęłam odczytywać kolejną wiadomość od przyjaciół.
- cieszą się- przytulił mnie do siebie Aleks.

*** 
rok później...

- jesteś taka piękna- gładzi mnie po policzku mama.
- weeź- śmieje się- bo się rozmaże i co będzie ?- pytam, a ona mnie mocno przytula.
- nie wierzę, że to już dziś. - szepce- moja mała córeczka. Kocham cię kochanie.
- ja ciebie też mamuś- całuję ją w policzek, a ona ociera łzę spływającą po nim. Do pokoju wchodzi Ola ubrana w seledynową sukienkę.
- gotowa ?- pyta mnie, a ja biorę głęboki oddech i kiwam głową. - to lecimy !- klaszcze w dłonie, a ja zazdroszczę jej w tym momencie tego optymizmu i tego, że ten cały stres ma za sobą. Tak. Karol i Ola pobrali się w czerwcu ubiegłego roku.
- możemy już jechać ?- do pokoju wpada Mariusz i staje jak wryty.
- co ci ?- zaczynam się panicznie śmiać.
- pięknie wyglądasz siostra- przytula mnie, a ja czuję się w jego ramionach tak bezpiecznie.
- kurde Maniek !- drze się Olka, przecież ona była u fryzjera ! Dasz jej spokój ! Po ślubie ją wy przytulasz !- karci go, a my wszyscy zaczynamy się śmiać. Co jak co, ale humoru to nam dziś nie brakuje. Powoli schodzę na dół, gdzie czeka na nas Paulina. Wsiadamy do samochodu, a ja coraz bardziej zaczynam się denerwować. Szofer mnie i Olę podwozi pod sam kościół. Jesteśmy 10 minut przed czasem.
- weź się dziewczyno ogarnij- szturcha mnie przyjaciółka.
- obrączki macie ?- pytam.
- tak, Karol ma- kiwa głową- sprawdzał kilka razy.
- to dobrze- odetchnęłam z ulgą.- ale na pewno ?
- kurde bo cię kopnę- warczy na mnie, gdy wysiadamy z auta. Ostatnie poprawki welonu, głęboki oddech i mogę wchodzić do kościoła.
- córeczko- pojawia się obok mnie wzruszony tata, a ja całuje go w policzek.
- tylko się nie wywalmy- śmieje się, a w oddali widzę mojego narzeczonego, który czeka na mnie bez przymusu. Bo po prostu mnie kocha.

ON:

Widzę ją. Uśmiecha się szeroko do swojego taty. Pewnie powiedziała coś śmiesznego, dla rozluźnienia atmosfery. Mogłaby sypnąć jakimś żartem i mi, bo zaraz tu zwariuje ze stresu. Zerkam na przybyłych gości. Są wszyscy nasi przyjaciele, rodzina. I ona. Wygląda <przepięknie>. Moja kobieta.  Czekałem cały rok, na tą chwilę. Na moment, gdy będę patrzył jak Kamila idzie do ołtarza, przy którym stoję. Idzie dobrowolnie, bo sama tego chce. Bo po prostu mnie kocha.

ONA:

 Posyłam pokrzepiający uśmiech Alkowi, a on odwzajemnia go, chociaż widzę na jego twarzy poddenerwowanie. Witam się z nim buziakiem w policzek i odwracamy się w stronę księdza.
- podajcie sobie prawe dłonie i powtarzajcie za mną słowa przysięgi- zaczyna ksiądz podając mikrofon mojemu narzeczonemu.
 ja Aleksandar, biorę sobie ciebie Kamilo za żonę. I obiecuję ci miłość, wierność
i uczciwość małżeńską oraz to, że nie opuszczę cię aż do śmierci. Tak mi dopomóż.
Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny. Ja Kamila....
i wszyscy święci - patrzymy sobie głęboko w oczy.
- dobrze- przerywa głos księdza- teraz obrączki. Nerwowo spoglądam na Kłosa, który zaczyna łapać się za kieszenie w marynarce, jestem bliska omdleniu. Autentycznie zaraz chyba go zabije.
- nie mów, że zapomniałeś- słyszę szept Oli.
- chorobcia- drapie się po głowie jej mąż i patrzy to na mnie to na nią, a jeszcze później na Alka.- no dobra, żartuje. Mam - wyciąga z kieszeni pudełeczko z obrączkami. Moja przyjaciółka morduje swojego męża wzrokiem, a my tylko prychamy. Przecież co by było gdyby Karol czegoś nie odwalił ?
- Przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
 -teraz możecie się pocałować - Proboszcz śmieje się do nas, a my czynimy to z jak największą ochotą. Wszyscy zgromadzeni klaszczą, a my szczerzymy się do siebie niemiłosiernie. Trzymając się za ręce podążamy w kierunku wyjścia, gdzie czeka na nas góra ryżu i drobniaków. Zbieramy je z pomocą naszych drużbów, Olika i Arka. Pomaga nawet Lenka, która stawia nieporadne kroczki śmiejąc się do mnie.
Po złożeniu przez gości życzeń, obładowani w bombonierki i kwiaty jedziemy na salę weselną. Wybraliśmy <zamek>, który wewnątrz prezentuje się <tak>. Szczęśliwi i uśmiechnięci zajechaliśmy na podjazd, gdzie zostaliśmy przywitani chlebem i solą. Aleks wziął mnie na ręce i przeniósł przez próg, a nawet przez cały korytarz prowadzący na salę główną.
- mężu- szepnęłam mu do ucha.
- żono- uśmiecha się do mnie szeroko i stawia na ziemi. Goście wznoszą toast za nasze zdrowie i po odśpiewaniu sto lat, zaczęło się śpiewanie gorzka wódka. Oczywiście pan Ignaczak skakał dookoła nas z aparatem i podbudzał publiczność do większego darcia. W końcu ulegliśmy, a usłyszeliśmy tylko głośne uuuu wydobywające się z ust zebranych. Zaprosiliśmy wszystkich za stoły i można rzec, że wesele się zaczęło.



Pan z orkiestry zaprosił nas na parkiet. Mamy zatańczyć pierwszy taniec jako mąż i żona. Jak to fajnie brzmi. Ujmuję rękę Aleksa i delikatnie zaczynamy kołysać się w rytm muzyki. Co zmieniło się od czasu zaręczyn ? Wszystko. Codziennie patrzymy na siebie inaczej, już nie jesteśmy tylko chłopakiem i dziewczyną, których związek może się za chwilę rozpaść. Byliśmy połączeni niewidzialną mocą, która każdego dnia utwierdzała nas w przekonaniu, że chcemy być do końca życia razem. Tą mocą jest miłość, dozgonna, wieczna i prawdziwa. Patrzę w oczy mojego męża i widzę łzy. Ja też nie wytrzymuję i zaczynam ryczeć jak głupia.  Są to łzy szczęścia. Nie umiem pojąć faktu, że będziemy zawsze razem, z czego bardzo się cieszę. Chcę założyć z nim rodzinę, patrzeć jak nasze dzieci dorastają i przysparzają nam problemów. Chcę wykorzystać każdą zesłaną na nas dobrą chwilę. Chcę z nim być. Do końca życia... Bo go kocham.

-moja maleńka- całuje mnie w czoło Serb.
- wiesz, że teraz będziesz musiał się do końca życia ze mną użerać ?- śmieje się.
- chcę tego. - patrzy mi w oczy- bo cię kocham.- całuje mnie i piosenka dobiega końca. 



Zabawa trwa w najlepsze. 
- odbijany !- drze się Ignaczak i teraz ja tańczę z nim, a mój mąż z Iwonką.- ale fajne wesele !
- dzięki ! Dobrze, że się podoba - śmieje się do niego.
Zaraz po Igle porywa mnie Michał Mistrz Tańca Winiarski. Pląsamy sobie w rytm muzyki, Misiek rzuca jakimiś tekstami i uwagami na temat sukienek naszych ciotek, a ja śmieje się cały czas z tego.
Koło 20 większość już była natrąbiona jak szpaki. Guma i Kubiak odwalali, co było mega zaskoczeniem dla nas wszystkich. Wiadomo. Misiał, świr, wariat i w ogóle, ale Paweł ?! Tego nikt się nie spodziewał. Jakby tego było mało oczywiście Cupko wyrywał wszystkie moje kuzynki, a one go zlewały. Chłopaki mieli z niego niezłą polewkę. Maniek porwał mnie do tańca i wtulona w swojego ukochanego brata tańczyłam do jednej z piosenek.
- jesteś szczęśliwa ?- pyta.
- bardzo- uśmiecham się do niego- co cię trapi ? Wyglądasz źle.
- obiecaj mi jedno- patrzy mi w oczy- że nie stracimy nigdy kontaktu.
- no braciszku !- klepie go po ramieniu- obiecuję. Nie wybaczyłabym sobie tego do końca życia.
- ja też, dlatego zawsze musimy się trzymać razem- przytula mnie- a teraz oddaje cię w ręce mojego szwagra.-wskazuje na Alka i wraca do mojej bratowej.
Niedługo potem zaczynają się oczepiny. Kupa śmiechu jest w momencie, gdy Cupko zalicza glebę podczas tańca erotycznego wraz z Nikolą- moim szwagrem. Welon łapie Monika, narzeczona Kubiaczka, a krawat wydziera wręcz z rąk Pita sam zainteresowany, czyli Misiek. Dopiero koło 5 nad ranem rozchodzą się ostatni goście a my w spokoju możemy udać się na naszą ekspresową noc poślubną, gdyż o 16 zaczynają się poprawiny.

***

4 lata później...

- sprawdziłaś kochanie ?!- puka do drzwi łazienki mój mąż. Ja podchodzę do nich i otwieram je. On wpada do środka strasznie zdenerwowany.- no mów! - ponagla mnie, a ja nie mogę wydobyć z siebie żadnych słów.
- no - nabieram powietrza- będziemy mieli dziecko ! Słyszysz ?!-krzyczę przez łzy, a on obraca mnie dookoła.
- będziemy rodzicami !- krzyczy, a ja całuje go mocno.- tak bardzo się cieszę.
- ja też- gładzę go po policzku - jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.
- dołączam się do ciebie- przytula mnie jeszcze raz mocno.
- Kocham cię- szepce.
- kocham was- akcentuje ostatnie słowo, a ja ryczę jak bóbr.



3 miesiące później...

Jesteśmy tacy szczęśliwi !  Kruszynka rośnie, a brzuszek widać coraz bardziej, mimo tego, że to dopiero 3 miesiąc.Wróciliśmy z meczu i siedzimy sobie spokojnie na kanapie. Alek wrócił do Polski, do Skry i chyba już zostanie tu na zawsze. Jak na razie to oczekujemy naszego słoneczka, które ma urodzić się w styczniu. Zmęczona oglądaniem filmu idę do łazienki, aby skorzystać z toalety. Gdy jestem na korytarzu czuję silny ścisk w dolnej partii brzucha.
- Aleks!- wychrypiałam, a za chwilę straciłam przytomność.
 Nie pamiętam co się działo później. Obudziłam się w szpitalnej sali, obok mnie siedział mój mąż.
- co się stało ?- powiedziałam nikłym głosem, a on złapał mnie za rękę i ścisnął mocno. W jego oczach zobaczyłam łzy.- Błagam- zamykam oczy próbując opanować łzy- nie mów, że.. Straciliśmy je?- pytam bezdźwięcznie, a on tylko mnie przytula. W jednej chwili nic nie ma dla mnie sensu. Zaczęłam płakać w jego tors.
- kochanie, spokojnie już- gładzi moje plecy, ale ja nie chcę być spokojna. Chcę płakać, dać upust emocjom, bólowi, który towarzyszy stracie malutkiej części mnie i jego. Naszego małego szczęścia, które odeszło. Naszych marzeń, które legły w gruzach. 
- proszę cię nie płacz już. Dla mnie też jest to trudne, ale zobaczysz, że jeszcze będziemy mieli naszą kruszynkę, takie jest życie. Najważniejsze, że się kochamy. Rozumiesz ?- ujął mój podbródek i czule pocałował.
 Wróciłam do domu i przez dłuższy czas nie mogłam dojść do siebie po tym wszystkim. Ciągle płakałam, nie odbierałam telefonów od dziewczyn. Nie liczyło się dla mnie nic, co odbijało się także na Aleksie, bo ciągle go za coś ochrzaniałam. Pewnego dnia, gdy on był na popołudniowym treningu zadzwonił dzwonek. Poszłam i otworzyłam, a przed drzwiami stały Daga, Paula i Ola.
- cześć kochanie !- przywitała mnie bratowa.
- co wy tu robicie ?- zapytałam zaskoczona.
- przyjechałyśmy przywrócić cię do żywych- wyjaśniła Olka.
- i mamy coś na specjalna okazję- Dagmara pokazała mi butelkę wina.
- dziewczyny- pokręciłam głową- ja nie..
- weź przestań Kamila !- obruszyła się żona Kłosa. Ile będziesz siedzieć i płakać nad tym co się stało ? 
- jesteśmy tu po to, aby pomóc ci poradzić sobie z tym bólem.- pogładziła moje ramię Winiarska.
- wiemy, że to takie ironiczne, to wino i może nawet nie na miejscu. - westchnęła Paulina- ale jak ma to pomóc, to musimy spróbować.
- to co ? Babski wieczór ?- zapytałam i wysiliłam się na uśmiech- tylko, że ja nie mam żadnych ciastek, ani nic z tych rzeczy. Same wiecie.
- nie bój żaby- zaśmiała się Daguś- mamy wszystko - wskazała na torby z jedzeniem, a ja uśmiechnęłam się ponownie. Tym razem szczerze. Zaprosiłam je do salonu, a sama pobiegłam przebrać się w coś lepszego niż dres. Założyłam leginsy i przewiewną bluzkę. Na dworze było dość ciepło. Wróciłam do dziewczyn, które przemeblowały nasz salon na potrzeby spotkania. Siadłam z nimi na podłodze. Pogadałyśmy bardzo szczerze, wyrzuciłam z siebie cały ból. Popłakałyśmy się wszystkie, a gdy Alek wrócił z treningu i zobaczył nas takie zaryczane. Ucałował mnie tylko i powiedział, że śpi dziś u Mariusza. Pomogły mi, tak bardzo mi pomogły po stracie dziecka...

***

2 lata później...

-sąd okręgowy w Łodzi uznaje Kamilę Wlazły- Atanasijević  i Aleksandara Atanasijević, za prawomocnych opiekunów Igora. Dziecko przyjmie nazwisko ojca i od tej chwili jest synem tych państwa w świetle prawa. Gratulacje- uśmiecha się w naszą stronę pani sędzina, a my przytulamy się radośnie. 
- Iguś jest nasz !- wpadam w ramiona brata, który czeka na nas przed sądem.
- umierałem z niecierpliwości ! - ściska mnie Mariusz. - Tak się cieszę ! Zasługujecie na to i mały też.
Od razu pojechaliśmy do pobliskiego domu dziecka i zabraliśmy naszego 4 miesięcznego Igorka. Zdecydowaliśmy się na adopcję, bo pomimo starań o dziecko nie mogłam zajść w ciążę. Coraz bardziej mnie to przytłaczało, ale pewnego dnia Aleks zabrał mnie do Łodzi i pokazał ten przytułek. Chcieliśmy maleństwo, które jeszcze nie chodzi, nie mówi, gdyż bardzo pragnęliśmy widzieć jak nasze dzieciątko dorasta. Zabraliśmy synka do domu i mogliśmy się cieszyć naszym szczęściem.


3 lata  później...

Właśnie wracam z okresowych badań kontrolnych i to co powiedziała mi  lekarka, całkowicie zbiło mnie z pantałyku. Cieszę się jak szalona.
- kotek nie uwierzysz !- wpadam  do domu i widzę jak mój mąż bawi się z naszym Igorem.
- co jest ?- pyta, bawiąc się ciągle pociągiem.
- jestem w ciąży !- krzyczę, a on bierze małego na ręce i przytula mnie mocno.
- kocham was kruszyny moje ! Kocham !- krzyczy, a Iguś śmieje się w głos. 
8 miesięcy później przychodzi na świat nasza mała córeczka Ninka. Kolejne szczęście.

10 lat później...

Ninka i Igor biegają po serbskiej hali, gdzie już za moment  ich tata rozegra swój ostatni mecz w życiu. Nie ma co się oszukiwać. Aleks ma ponad 40 lat, kontuzje nękają go już co krok. Jestem z niego bardzo dumna, że wytrwał tyle lat. 
- Ninuś ! Iguś ! Chodźcie !- wołam dzieciaki do siebie, abyśmy mogli w spokoju obejrzeć mecz.
- mamusiu, ale masz prezent dla taty ? Nie zapomniałaś go ?- pyta córka.
- no pewnie- śmieje się- kochanie o tym na pewno nie zapomniałam- całuję ją w czoło i zaczynamy kibicować. Zacięty mecz między Rosją, a Serbią. Ostatecznie to reprezentacja mojego męża wygrywa pojedynek w tie-breaku. Spiker mówi przez mikrofon.
- proszę o ciszę ! Dziś mamy jeszcze jedną okazję. Mianowicie, nasz atakujący Aleks postanowił zakończyć karierę sportową na szczeblu reprezentacyjnym i klubowym. Odśpiewajmy razem sto lat i życzmy mu wszystkiego dobrego ! - krzyknął, a ja z dzieciakami w tym momencie wbiegliśmy na boisko do naszego siatkarza i wyprzytulaliśmy go mocno.
- kocham was- powiedział przez łzy mój mąż- jak nikogo na świecie !
Daliśmy mu prezent ode mnie i od dzieciaków. Zrobiliśmy wielką antyramę i jego zdjęcia z każdego z klubów, w którym grał. Bardzo się wzruszył i podziękował  nam i publiczności. Chłopaki podrzucali go, skakali wokół niego, a Cupko, który już dawno zakończył karierę stał ze swoim synem obok mnie i cieszył się szczęściem jego przyjaciela.. Patrzyłam na cieszącego się Atanasijevicia i po raz kolejny nie mogłam opisać tego, jak wielkim uczuciem go darzę..


11 lat później...

Dziś świętujemy naszą 30 rocznicę ślubu.
 Co zmieniło się przez te wszystkie lata ? Ja ciągle pracuje w marketingu, tak samo jak Aleks. Jest menadżerem młodych siatkarzy. Razem założyliśmy fundację pomagającą im się rozwijać. Igor ma 24 lata i oczywiście poszedł w ślady ojca i wujków. Jednak gra na pozycji przyjmującego. Nina ma 21 lat i jest rozgrywającą. Siatkarska rodzina. Śmiejemy się czasem, że chyba nigdy nie odpoczniemy od siatkówki, ale jest nam z tym dobrze.
- ile to lat minęło- siada na bujanym krześle mój mąż.
- kochanie przez tą sklerozę to ja już zapomniałam- śmiejemy się razem. 
Wieczorem zjeżdżają się goście. Winiarscy, mój brat z Pauliną, Arek z rodziną, Plińscy, Kłosy, Cupkoviciowie,  Paweł Zagumny z Oliwią, nawet Krzysiu Ignaczak z Iwonką wyrywają się od pilnowania wnuków i są z nami w ten dzień. 
Co nie zmieniło się przez te wszystkie lata ?  Nasza miłość i przyjaźń z otaczającymi nas ludźmi...


20 lat później... 

- bardzo nam przykro, panie Atanasijević, ale pańska żona zmarła.- lekarz mówi jeszcze do mnie, ale w moich uszach dźwięczy tylko jedno słowo "zmarła". Straciłem ją. Na zawsze. Straciliśmy ją razem, nasze dzieci, nasze wnuki i prawnuczka, która urodziła się pół roku temu. Nie ma już jej i jakiejś części mnie też nie ma. Odeszła wraz z ostatnim oddechem mojej ukochanej Kamili. Siadam nieporadnie na szpitalnym krześle i ukrywam twarz w dłoniach. Przypominam sobie wszystkie chwile, które przeżyliśmy razem. Zaręczyny, ślub, narodziny Ninki i adopcja Igora. Wszystkie kłótnie, po których godziliśmy się szybciej niż o tym pomyśleliśmy. Nie ma już jej i nie ma nas. Miała 74 lata, ale ciągle mogłem patrzeć w jej piękne oczy, na jej nieskazitelne ruchy. A teraz ? Co teraz mi pozostało ? Pustka, otaczająca mnie z każdej strony. Mam rodzinę i to jak liczną ! Ale to nie to samo. Coś odeszło i nikt inny tego mi nie zastąpi. Przecież mogła jeszcze żyć ! Dlaczego ten cholerny rak czepił się jej ! Dlaczego nie wygrała walki z tym cholerstwem ?! Dlaczego to ja nie umarłem pierwszy ?
- tatku chodź - gładzi mnie po plecach zapłakana Nina.- lekarz przekazał mi ten list. Mama go napisała.- podaje mi białą kopertę. Chowam ją do kieszeni i z pomocą córki wracamy do naszego domu, w którym wszystko mi ją przypomina. Nie mogę patrzeć na smutne twarze moich dzieci i wnuków, którzy tak samo jak ja kochali mamę i babcię całym sercem. Dopiero wieczorem, gdy leki uspokajające przestają działać, przypominam sobie o liście. Siadam w naszej sypialni na łóżku i otwieram kopertę.

Mój najukochańszy mężu..

Gdy to czytasz mnie już z Wami nie ma. Wiedziałam, że mój koniec jest blisko, ale zwyczajnie nie chciałam Was wszystkich martwić. I tak dość nacierpieliście się przeze mnie i przez to coś, które zagnieździło się w moim ciele. Z całego serca chcę przeprosić Ciebie za ten ból, bo wiem, że zastanawiasz się dlaczego to ja odeszłam pierwsza. Ja wiem, dlaczego tak się stało, znam odpowiedź na to nurtujące Cię pytanie. Bowiem gdybym to ja miała pogodzić się z Twoją stratą, nie dałabym sobie rady. Jest mi strasznie ciężko Kochanie to pisać, łzy kapią mi po policzkach, a ja z wielkim problemem skrobię ten list dla Ciebie. Chcę, aby została Ci po mnie jakaś bardzo osobista pamiątka. Ten list ma nią być. 
Co chcę Ci w nim napisać ?  Musisz pamiętać, że do końca swoich dni Cię kochałam i cały czas kochać będę tam na górze. Byłeś, jesteś moją jedyną najprawdziwszą miłością. Pisząc to przypominam sobie czas gdy się poznaliśmy. Pamiętasz ? Ja czekająca na Mariusza pod drzwiami waszej szatni. Na to wspomnienie uśmiecham się szeroko, tak jak Ty to lubisz. A moje urodziny ? Nasz pierwszy pocałunek i wypad na lodowisko ? Pomoc tej starszej pani, która szła samotna przez park ? Moment, w którym zapomniałam, że Cię poznałam ? Nasze pierwsze wspólne wakacje ? Wyjazdy w Bieszczady ? Każdy mecz na którym nie wiedziałam komu kibicować, czy Tobie czy swojemu krajowi ?  A nasze rozstanie ? Mój związek z Adamczykiem i ten Twój z blond pięknością ? Teraz chce mi się z tego wszystkiego śmiać.. A nasze zaręczyny ? Ślub ? Smutek po stracie małej Kruszynki, do której teraz odchodzę i wreszcie poznam nasz pierwszy mały skarb, którego nie dane nam było poznać tu na ziemi. Radość z adopcji Igora i narodzin Ninki ? Potem każdą naszą rocznicę ? 
Jestem pewna, że pamiętasz to wszystko. Wiedz, że spełniłeś wszystkie moje marzenia i odchodzę szczęśliwa. Byłeś najlepszym, najcudowniejszym facetem w moim życiu i nie wyobrażam sobie w tej roli nikogo innego. Chcę podziękować Ci za każdy dzień, za każdą chwilę, a przede wszystkim nad opiekę nade mną i naszą całą rodziną. Teraz zostałeś im tylko Ty, a po mnie są już wspomnienia. Proszę nie smuć się i otrzyj łzy. Chusteczki zostawiłam Ci w szafce nocnej, wystarczy, że się odwrócisz, bo jestem pewna, że czytasz to w naszej sypialni.- Pociągnąłem nosem i poczułem kapiące łzy. Odwróciłem się i otworzyłem szufladę w szafce. Na wierzchu leżały chusteczki higieniczne, a pod nimi nasze pierwsze zdjęcie. Ja całujący ją w czoło podczas jej urodzin. Niedowierzałem, tak dobrze mnie znała. Wróciłem jednak do listu.- Pewnie teraz śmiejesz się, że tak dobrze Cię znałam. Uwierz mi, znałam Cię jak nikt inny nigdy. Mam do Ciebie prośbę, abyś podpisał nasze zdjęcie z tyłu datą. Dla przypomnienia było to 27 stycznia 2012 roku. Wiem, nie miałeś takiej sklerozy jak ja, ale w razie gdyby, to tak Ci tylko przypominam. Będę już kończyć Kochanie, bo ta cholerna ręka mi się trzęsie i za chwilę nic z tego listu nie rozczytasz. Na koniec pragnę Ci powiedzieć, że Kocham Cię i będę kochała bezgranicznie. Podziękować za te wszystkie wspólne lata i prosić Cię o to, abyś nie płakał nade mną. Bądź opoką dla naszych dzieci i wnuków, daj im wsparcie i wiarę, że tu gdzie teraz jestem nie czuję bólu. To nasze ostatnie pożegnanie mój mężu..
Odeszłam spełniona dzięki Tobie i to powinno ukoić Twój ból.
Kocham i kochać będę.
Twoja Kamila...

- czytam ostatnie słowa i wybucham płaczem. Nie mogę pogodzić się z  jej odejściem, ale zrobię tak jak kazała. Będę wspierać nasze dzieciaki, które też straciły ważną osobę w swoim życiu. Muszę się wziąć w garść i uczynić tak jak ona chciała. Muszę, bo ją kocham...

Pogrzeb pamiętam jak przez mgłę. Cały czas w ramionach trzymałem naszą 16 letnią wnuczkę, która była zżyta z Kamilą tak bardzo. Jest też podobna do niej, cóka Ninki wygląda jak kopia mojej żony. Ludzie podchodzą i składają nam kondolencję. Czuje współczujące spojrzenia, ale nie chce ukazywać mojej słabości przed rodziną i przyjaciółmi. Muszę być silny, bo ona tego chciała.
- też ją kochałem- podjeżdża na wózku sędziwy staruszek.
- musimy być silni, bo ona tego chciała Mariusz- klepie go po ramieniu nie mogąc patrzeć na jego ból. Za chwilę jego Arek zabiera go z cmentarza, a ja jeszcze długo po tym zostaję sam.
- widzisz Kamciu, wszyscy za tobą płaczemy- mówię do jej nagrobka, jednak coś każe mi spojrzeć w prawą stronę i jestem pewien, że to wola Kamili. Widzę chudą brunetkę płaczącą przy czyimś grobie. Coś nakazuje mi do niej iść i robię to.
- przepraszam- mówię zapłakany- mogę ? Dziewczyna nie odpowiada nic, tylko przesuwa się na ławce robiąc mi miejsce.
- zabiłam go- mówi po długiej chwili ciszy patrząc na grób kogoś bliskiego- to przeze mnie nie żyje. Był najlepszą rzeczą jaka mnie w  życiu spotkała, a ja go zabiłam.
- kochanie, nie płacz- przytulam ją do siebie- on na pewno by tego nie chciał.
- byliśmy małżeństwem przez 3 miesiące, ten cholerny wypadek, samochód. Zaprzepaściłam swoje szczęście.- zaczęła płakać.
- ja też ją straciłem- silę się na odwagę opowiedzieć jej o mojej stracie- po 50 latach małżeństwa jedna choroba mi ją zabrała. Ale musisz być silna kochanie, bo widzisz twój mąż na pewno nie chce abyś się smuciła i załamywała. Nie chce żebyś się obwiniała. Jesteś młoda i musisz zmierzyć się z przeznaczeniem. Na ból nie ma lekarstwa. Tylko musisz pamiętać o jednym.- ona patrzy na mnie zdezorientowana- musisz pamiętać jak bardzo go kochałaś...




_________________________________________________________

To już jest koniec... Wiem, smutny koniec, ale jakże szczęśliwej historii. Być może gdy skończę antkowe-lowe zabiorę się za drugą część tego opowiadania, ale nie wiem czy jest to dobry pomysł.  Po przeczytaniu epilogu ciągle płacze. Myślę, że włączyłyście wszystkie podkłady, bo one nadawały temu zakończeniu sensu. Pisałam go przez dwa dni. Chciałam zostawić Wam coś specjalnego, niebanalnego i dobrze dokończonego.
Co do tego wszystkiego ?
Mam nadzieję, że podoba Wam się ten epilog.
Mam nadzieję, że podobało Wam się to opowiadanie.
Jest mi ciężko się z nim rozstawać, ale nie mogłam ciągnąć tego w nieskończoność bowiem brakowało mi już pomysłów. Miałabym pisać kolejne rozdziały w których opisywałabym ich życie każdego dnia ? Nie chciałam monotonii i myślę, że nie było jej w moim opowiadaniu.
Ta historia to moje małe dziecko, moje pierwsze kroki w blogowaniu i  sumie jest to dla  mnie szczególna chwila. Pragnę kontynuować moją przygodę z pisaniem dopóki się nie wypalę.
Jedno jest pewne- do końca życia będę kochała siatkówkę, bo to dzięki niej trafiłam tutaj.
Chcę podziękować za wszystkie komentarze i ciepłe słowa. Nie spotkałam się tutaj z negatywną opinią co bardzo mnie cieszy.
Chcę podziękować Zakręconej bo jest strasznie zakręcona i jej komentarze mnie motywowały.
Chcę podziękować mojej siostrze, która jest jedyną osobą, z którą mogę pogadać o siatkówce, tak Martyna mówię o Tobie.
Chcę podziękować wszystkim.
Moją ostatnią prośbą byłoby, że skoro mam tu tak wiele wyświetleń  ( na chwilę obecną ponad 56 tys), aby każdy kto czytał to opowiadanie zostawił tu komentarz. To dla was dosłownie chwila, a dla mnie być może dalsza motywacja do pisania.
Gdzie mnie znajdziecie teraz ?
 tu--------------> antkowe-lowe.blogspot.com
zapraszam Was tam serdecznie.
Kocham Was wszystkich ! Bardzo !!! :*


P.S. Spełnijcie moją prośbę ! ;))



sobota, 17 sierpnia 2013

Sześćdziesiąt osiem.

Obudziłam się w łóżku, ale na pewno ono nie jest moje. Głowa mi pękała, rozejrzałam się po pokoju i na prawdę byłam kompletnie zdezorientowana jednak wiedziałam gdzie jestem. Zeszłam po schodach na dół, ale nie zobaczyłam nikogo, kto mógłby wyjaśnić mi o co w tym wszystkim chodzi. Zaczęłam szukać jakiegoś znaku. Podeszłam do głównych drzwi- zamknięte.
- cholera- jęknęłam- czego ja tu jestem ?- rozglądałam się po kuchni, salonie i łazience. Szybko znalazłam mój telefon w torebce i zadzwoniłam do Mariusza. Nie odbiera. Kurde zaczynam się bać. A co jeśli ktoś mnie porwał ? Adamczyk.. Tylko do jasnej anielki dlaczego jestem w Bieszczadach ? Usłyszałam przekręcanie klucza w zamku i szybko złapałam za pogrzebacz od kominka. Przysunęłam się do ściany i czekałam na mojego oprawcę. Gdy wszedł w kapturze ja przywaliłam mu tym pogrzebaczem.
- kurwa Kamila !!- wydarł się... Aleks ?
- o matko ! Alek !- jęknęłam- przepraszam ! Ale się wystraszyłam, że ktoś mnie porwał !
- kto do cholery porwał by cię w Bieszczady ? Dziewczyno !- siedział na podłodze i pocierał swoje czoło.
- no mówię, że przepraszam, nie ? W ogóle skąd ja się tu wzięłam ?- zmarszczyłam czoło.- przecież była impreza u Mariusza ?
- no i przyjechałem, bo chciałem zrobić ci niespodziankę. Mieliśmy wyjechać rano, ale pomyślałem, że w nocy dojedziemy szybciej, więc zapakowałem cię do samochodu i jesteśmy. Tylko, że ty przywitałaś mnie bardzo miło- uśmiechnął się ironicznie.
- wynagrodzę ci to- zaśmiałam się, a on pokręcił głową.
 Cały dzień leniliśmy się, leżąc na leżakach przed domkiem.
- w ogóle to zrobiłeś mi straszną niespodziewajkę- zaśmiałam się.
- no miałem taką nadzieję.
- na długo zostajemy ?- zapytałam.
- 3 dni ?- popatrzył na mnie ze smutkiem-  przecież w sobotę masz zakończenie sezonu.
- o matko !- pacnęłam się w czoło- zapomniałam całkowicie !
- dobrze, że mnie masz- zachichotał łapiąc mnie za dłoń.
- dobrze, że cię mam- powtórzyłam i dałam mu buziaka.
 Poopalaliśmy się jeszcze trochę i udaliśmy się do środka, aby się ogarnąć i pójść na jakąś kolację. Nałożyłam chabrową sukienkę i białe sandałki, rozpuściłam włosy i byłam gotowa. Po pół godziny wyszliśmy spacerkiem do pobliskiej restauracji. Bardziej wolałabym schronisko pod Małą i Wielką Rawką, ale ujdzie i ta. Zamówiliśmy naleśniki z jagodami i ciągle się śmiejąc, żartując zjedliśmy nasz posiłek. Wróciliśmy do domu i zakopaliśmy się w sypialni aż do rana. Nie będę opowiadać ile razy, jak i gdzie robiliśmy to. Po prostu byliśmy siebie spragnieni..

***
 Następnego dnia pomaszerowaliśmy nad Solinę. Miałam nadzieję, że spotkam pana Marka i jak się okazało, mój instynkt mnie nie zmylił. Pomachałam osobie sterującej żaglówką i po chwili mój stary przyjaciel podpłynął do nas.
- Kamila !- złapał się za głowę- jak dobrze cię widzieć kochanie !
- Panie Marku- rozłożyłam ręce- przecież obiecałam, że będę pana odwiedzać chociażby raz do roku.
- bardzo się ciesze, że mnie odwiedziliście. Cześć Aleks- podał rękę mojemu chłopakowi.
- dzień dobry panu- uśmiechnął się do niego szeroko- mozemy ?
- a pewnie dzieciaki, pewnie- zaprosił nas na pokład.- macie jakieś specjalne życzenie ?
- może pan przewiezie nas, tak jak mnie za pierwszym razem. No wie pan, jak byłam mała- poprosiłam go.
- dla ciebie Kamilko wszystko-wyszczerzył się do mnie i złapał za ster.- swoją drogą, to wiedziałem, że przyjedziecie razem. Już rok temu biło od was takie szczęście, że można zazdrościć.- powiedział do nas.
- my po przejściach, ale w końcu razem- zaśmiał się Alek.
- jakie przejścia ?! Kochani !-złapał się za głowę- Stworzeni dla siebie jesteście.
- miło nam- uśmiechnęłam się i wystawiłam twarz w stronę słońca. Poprawiłam okulary na nosie i wsłuchiwałam się w rozmowy Serba i Czarta Bieszczadzkiego, czyli pana Marka. Było mi tak bardzo dobrze, że mogłabym siedzieć tygodniami na żaglówce i słuchać opowieści i anegdot. Po 3 godzinach pływania po jeziorze Solińskim zakończyliśmy swoją przejażdżkę i nieźle zmęczeni wróciliśmy do domku. Tam mimo tego, że była 17 poszliśmy spać. Chociaż w sumie spaliśmy niewiele.


***

- mhmm- obudziły mnie pocałunki na szyi.
- dzień dobry księżniczko- zaśmiał się Aleks.
- cześć kochanie- poczochrałam jego włosy.
- śniadanie ?- zapytał podpierając się na łokciach i wlepiając swój wzrok we mnie.
- bardzo chętnie- kiwam głową- ale muszę najpierw się umyć bo wiesz- ściągnęłam usta w linijkę, a on zaśmiał się soczyście.
- wiem, wiem- mrugnął do mnie- idziemy zjeść, a potem na Wetlińską- zatarł ręce.
- serio ?- jęknęłam- będziemy tam iść, przecież możemy posiedzieć tutaj- wskazałam na naszą sypialnię.
- jeszcze rok temu to ty musiałaś mnie wołami wyciągać, a teraz ja ?
- rzeczywiście tak było- zaśmiałam się i przywołałam w głowie miłe wspomnienia.



- Alek wstawaj proszę cię- jęczałam mu nad uchem.
- kochanie zostańmy w domu- powiedział i przewrócił się na drugi bok.
- nie ma tak dobrze ! Wstawaj noo- szarpałam go za ramię.
- która godzina ?
- jest 7, dojedziemy na 9 i do domu wrócimy o 14 zobaczysz będzie fajnie noo.
- okej dobra idziemy podbijać te twoje szczyty- zaśmiał się wstając z łóżka. Ucałowałam go i sama poszłam się ubrać. Założyłam leginsy, bluzkę Alka i adidasy sięgające za kostkę co by jej nie skręcić. Wiążąc buty mój chłopak zszedł na dół.
- ty masz zamiar iść tak w góry ?- popatrzyłam na niego z politowaniem.
- a co jest ze mną źle ?- zaczął się oglądać.
- a buty ?
- przecież mają być wygodne- wzruszył ramionami.
- dobra, wygodne ale nie japonki- walnęłam się w głowę.
- dlaczego nie ?
- chcesz nogę skręcić ?
- przecież po górach chodzi się tylko pod górkę i z górki.
- dobra ale są też kamyki- załamałam się- zakładaj adidasy chociaż. - naprawdę w tym momencie w niego zwątpiłam. Po długich przygotowaniach wsiedliśmy do samochodu i skierowaliśmy się do podnóża Wetlińskiej.
- wybieramy opcję dla starych dziadków czy taką bardziej hard ?- zapytałam.
- dla dziadków- odpowiedział wysiadając z samochodu. No tak, czego mogłam się po tym leniu spodziewać. Wchodząc na szczyt ciągle jęczał, że mu się nie chce. Powoli miałam go dość ale wytrzymywałam dzielnie.


 - idź się myj, potem na śniadanie i idziemy!- zarządził.
- dobrze tato- zaśmiałam się uczyniłam tak jak mi kazał.
Po 20 minutach byłam gotowa. Zdziwiłam się, że Alek pamiętał o wygodnych butach i ubraniach bardziej w góry. Chciałam zapakować plecak  pełen jedzenia, ale mój chłopak zabrał mi go szybko i powiedział, że on to zrobi. Wzruszyłam ramionami i zawiązałam jeszcze raz porządnie buty. Wyruszyliśmy z małym opóźnieniem, za co Serb mnie skarcił.
- oj no boże- jęknęłam- wziąłeś nie te buty i mnie obcierają- szłam za ni.
- ale ty jesteś  jęczy dupa - zaśmiał się i podał rękę. Ujęłam ją i razem pokonywaliśmy drogę na szczyt. Śmialiśmy się cały czas i mimo tego, że stopy wręcz paliły mnie z bólu dawałam radę.
- nareszcie !- krzyknęłam i zaczęłam biegać po szczycie.
- wariatko uspokój się !- złapał mnie i obkręcił dookoła.
- kooocham cię !- wydarłam się - kocham cię najmocniej na świecie Aleks !- pocałowałam go.
- ja ciebie kocham też mój skarbie !- śmiałam się w głos na  te słowa, a ludzie znajdujący się z nami na szczycie uśmiechali się w naszą stronę.
- Kamila- postawił mnie na ziemi.- bo wiesz...


_______________________________

znów przepraszam, ale nie zależy to ode mnie :(
mam nadzieję, że się spodoba ! Zaległości zaraz nadrobię na waszych blogach, a tymczasem zapraszam do siebie na antkowe-lowe.blogspot.com :)

buziaki misiaki !!!!!!


wtorek, 13 sierpnia 2013

Sześćdziesiąt siedem.

Minęły 3 tygodnie, a ja tymczasem przybyłam do Aleksa. Właśnie siedzimy u niego w klubowym mieszkaniu i przygotowujemy kolację. To znaczy ja przygotowuję, a on mi przeszkadza.
- no chooodź- ciągnie mnie do siebie- tak dawno cię nie widziałem.
- nie przesadzaj- siadam na jego kolanach i całuję w policzek- teraz będziemy cały czas razem.
- i to mnie pociesza- rusza zabawnie brwiami, a ja tylko kręcę głową z niedowierzaniem. Tak mijają nam kolejne dni. Po dwóch tygodniach mojego pobytu Perugia zajęła 3 miejsce w klasyfikacji końcowej. Z racji tego, że Alka czekało pożegnanie w klubie, ja wrócę do Polski sama, ponieważ nasza Skra będzie walczyć także o 3 miejsce.
- wygraliśmy kochanie !!- drze mi się do ucha mój chłopak, gdy stoimy na hali, a on przed 5 minutami zakończyli swój ostatni mecz.
- gratulacje !- całuję go czule w usta- jestem z ciebie dumna !
- wiem- szczerzy się do mnie, a ja zostaję zaraz porwana w ręce Kostka.
- Królowoooooo- obkręca mnie- pokazałem im, pokazałem !
- cieszę się ! Naprawdę jestem z was obu dumna- całuję przyjaciela w policzek.
-eeeej bo będę zazdrosny- udaje płacz Aleks.
- Królowa mnie kocha- śmieje się Cupko i ucieka od nas, a my zostajemy sami.
- teraz idziemy na imprezę !- klaszcze w ręce Atanasijević.
- to czekam do dekoracji, potem wracamy do domu się ogarnąć i wyruszamy w miasto tak kochanie ?- upewniam się. On kiwa głową, całuje mnie w czoło i ucieka do cieszących się ze zwycięstwa kolegów. Patrzę na ten obrazek z uśmiechem na ustach. Nagle ktoś mnie trąca.
- przepraszam panią bardzo- mówi jakże znany mi osobnik po włosku.
- nic się nie stało - odpowiadam po angielsku i posyłam mu niepewny uśmiech. Prawie mdleję na miejscu. A  uśmiecha się szeroko do mnie.
- taka piękna kobieta i stoi tutaj sama ?- zagaduje mnie, ja zachowuję się tak jakbym zapomniała języka w gębie.
- czeka na chłopaka- odpowiadam i patrzę w stronę Aleksa.
- yhmm- kiwa głową- przepraszam ! Gdzie moje maniery !- pacnął się w czoło.- Cristian Savani- podaje mi rękę.
- Kamila Wlazły- odpowiadam mu tym samym.
- czekaj, to chyba nie możliwe, żebyś była siostrą Mariusza ?- mruży oczy patrząc na mnie.
- możliwe, możliwe. Siostra Wlazłego we własnej osobie- śmieje się, a on razem ze mną.
- no proszę, kto by się spodziewał. Co u Mariusza ?- zagaduje i zaczynamy rozmowę. Gawędzimy tak może z 30 minut. Okazuje się bardzo otwartym człowiekiem, opowiada o swojej maleńkiej córeczce, żonie, siatkówce. Jednak muszę zakończyć nasz dialog, bo Alek macha w moją stronę ręką.
- przepraszam, ale obowiązki wzywają- śmieje się.
-A może wybierzemy się kiedyś na kawę, albo na kolację  ? Ty weźmiesz Aleksa, a ja Michaelę hmm ? O ! I może jeszcze Mariusza z żoną !- proponuję.
- bardzo chętnie- wpisuję w jego telefon mój numer, żegnam się z nim i biegnę do mojego faceta, który już nie może wytrzymać.
- gadałaś z Savanim- mruży oczy.
- tak- uśmiecham się- potem ci opowiem- macham ręką i idę przywitać z nowo poznanym dziewczynami kolegów Aleksa. Wracamy razem do domu i szybko wskakuję pod prysznic by móc się przygotować. Związuje włosy w wysokiego kucyka i robię sobie mocny makijaż. Zakładam <ubrania> i jestem gotowa. Chłopaki tak samo. Po 20 minutach zbierania się, wychodzimy podbić jeden z włoskich klubów. Od razu na wejście dostajemy karne kieliszki, za spóźnienie.
- ej no ale to nie moja wina, że Cupko się guzdrał- grożę palcem Petrićowi. Śmiejemy się, bawimy, tańczymy. Impreza jest naprawdę baaardzo udana. Ja po kilku drinkach jestem wesoła, a Aleks już można powiedzieć, że pijany.
- za 5 minut w łazience- szepce mu do ucha i podążam w kierunku toalety. Odwracam się zalotnie i posyłam cwaniacki uśmiech, oblizując przy tym wargi. Wiem, że długo nie wytrzyma. I mój instynkt wcale mnie nie myli. Już po dosłownie 3 minutach do kabiny wpada mój chłopak. Zatrzaskuje za sobą drzwi i wpija się w moje usta. Błądzi rękami po moim ciele przyprawiając mnie o dreszcze. Odpycham go od siebie i zdejmuję swoją bluzkę. Za chwilę, prawie zdzieram z niego koszulę i gładzę ręką jego tors. Oddycha głęboko, a ja ponownie oblizuję wargi.
- chodź tu- mruczy do mnie, a ja drażnię się z nim. Powoli rozpinam jego spodnie, lecz on nie mogąc wytrzymać podnosi mnie za tyłek i zdziera ze mnie majtki. Wodzi palcami po wewnętrznej stronie moich ud, a ja wydobywam z siebie ciche jęki. Nie mamy czasu na rozdrabnianie się. Zdejmuję jego bokserki i po chwili poruszamy się w jednym rytmie. Gdy przychodzi ten moment, Aleks zamyka moje usta pocałunkiem. Długo nie mogę dojść do siebie. Siedzę na desce klozetowej i śmieje się z nas.
- no co ?- bełkocze Aleks zapinając koszulę.
- jesteśmy wariatami- kręcę głową i zapinam swój but.
- ale jakimi fajnymi- podaje mi rękę i wychodzimy razem z toalety. Ostatnie zerknięcie w lustro. O matko, jak ja wyglądam. Kucyk, który był idealny, zamienił się w rozpuszczone, długie brązowe włosy. Wzrok zbłądzony, a policzki mam zarumienione tak, że wyglądam jakby ktoś mnie burakiem nasmarował.
- o tu jesteście- łapie nas Kostek i wpycha się między nas, gdy idziemy trzymając się za ręce.- gdzie byliście ?
- trochę ochłonąć - odpowiadam mu.
- ookej- puszcza mi oko i idzie w stronę naszego stolika krok przed nami.- A ! - odwraca się gwałtownie- Aleks, rozporek-  kręci głową, a mój chłopak posyła mu karcące spojrzenie. Ja chichram się jak oszalała. Jednak nastepnęgo dnia nie jest mi tak wesoło, gdy budzę się z kacem jak stąd do Warszawy...


***


Dobre przyjęcie Zatorskiego, wystawa Nikiego do Winiara na drugą linię. Jest ! Mamy po 15. Zagrywa Maniek, idzie na miejsce, odbiera piłkę od chłopca, całuje, podrzuca. Jest ! As serwisowy. Wojtaszek nie zdążył przyjąć piłki i przeleciała przez jego ręce. Ponownie Wlazły na zagrywce. Podrzuca, mocna zagrywka w Kubiaka. On zaś idealnie odebrał piłkę. Masny wystawił do Łasko, a on ściął. Antiga obronił przypadkowo, piłka wpadła w ręce Winiarskiego, który dolnym sposobem wystawił do Plińskiego.
- jeeeeeest !- skoczyłyśmy razem z bratową- mamy brąz !! - Wbiegłyśmy na boisko i zaczęłyśmy kicać jak głupie razem z chłopakami. Po chwili dostałam sms :
"brawo Skro ! Pozdrów chłopaków i im pogratuluj ! Nie skacz tam tak, bo się połamiesz. Widzimy się niedługo. Kocham Cię kochanie :* "
- Aleks wam gratulujeeee!- krzyczę do Skrzatów.
- dzięki, dzięki ! - odkrzyknęli wszyscy.  W końcu gdy się ogarnęłam poszłam do Kubiaczka.
- heeej Misiu- przytuliłam go- za rok będzie lepiej- wyszczerzyłam się do niego.
-wiesz, że nie lubię przegrywać- mruknął.- ale gratulacje.
- oj Kubiak, Kubiak- uścisnęłam go- głupi osioł, dobra muszę lecieć !- cmoknęłam go w policzek- do zobaczenia ! Pozdrów Monię.
- a ty Alka !- odkrzyknął, a ja odwróciłam się mrużąc oczy.- no co ?- rozłożył ręce- wieści szybko się rozchodzą ! - pokręciłam głową i zaczęłam się śmiać.  Nagle wpadłam na kogoś.
- oo proszę, jakie miłe spotkanie- zaśmiał się Adamczyk.
- zostaw mnie- syknęłam- nie chcę mieć z tobą nic do czynienia.
- nie tak szybko moja droga, ode mnie się nie odchodzi- złapał mnie za łokieć.
- w twoich snach, egoistyczny dupku- wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- lubię jak jesteś taka ostra, podobały się kwiaty ?- znów się zaśmiał.
- spierdalaj - wyrwałam się mu i uciekłam szybko do "naszych" i umówiliśmy się, że dziś świętujemy w domu Mariusza. Wszyscy po dekoracji na spokojnie rozjechali się do domów, by o 20 zjawić się odświeżeni w rezydencji Wlazłych. Ja zapakowałam się do samochodu brata i wróciłam z nimi. Z racji tego, że było już grubo po 18, a chciałam jeszcze pomóc Paulinie, wzięłam szybki prysznic, rzęsy pociągnęłam tuszem, policzki różem, a włosy zostawiłam do wyschnięcia. Nałożyłam <ubrania> i po dosłownie 25 minutach byłam gotowa. Zgarnęłam torbę, telefon i poszłam do domu na przeciwko.
- gotowi ?- krzyknęłam wchodząc  bez pukania.
- jeszcze nie !- odezwała się Paula z łazienki.
- to ja idę do kuchni, będę rozstawiać to powoli- powiedziałam i udałam się tam gdzie zamierzałam. Za 20 minut wyszła bratowa i zabrała się do pomocy, potem doszedł do nas Maniek, a na samym końcu Daga z Miśkiem. Koło 20 wszystko już było gotowe.
- to co wprawiamy się ?- klasnął w ręce Michał.
- no dawaj, dawaj, polej- ponaglił go Mariusz. Zaczęli rozlewać nam kolejki. Zanim jeszcze przyszli goście to ja już byłam delikatnie wstawiona. Równo o 20 rozbrzmiał się dzwonek. Do domu mojego brata wpakowali się wszyscy zawodnicy Skry z żonami, statystycy, Miguel z żoną i fizjoterapeuci.
- więcej was matka nie miała ?- zaśmiał się Winiarski, gdy zobaczył wesołą gromadkę, jak się później okazało, tak samo zaprawioną jak my. Alkohol lał się strumieniami. Nie było się bez żadnych głupot, ale to chyba bardzo normalne. O 23 zaczęliśmy opowiadać sobie wzajemnie różne historie z życia wzięte. Końcówka już mi się urwała. Pamiętam tyle, że w środku imprezy rozdzwonił się dzwonek, a Maniek jako pan domu poszedł otworzyć....



____________________________

znów nawaliłam, ale no :( Nie jest to zależne ode mnie. Mam trochę roboty i nie zawsze jestem codziennie w domu, aby móc napisać. Dziś dosłownie zmusiłam się do rozpoczęcia tego rozdziału, ale nie wyszedł chyba taki najgorszy, a jeśli tak to  przepraszam za to coś u góry :)
Teraz planuję trochę przyspieszyć akcję, może być ? :>
piszcie !
kocham was no :**
buziaczki

niedziela, 11 sierpnia 2013

Sześdziesiąt sześć.

Złapałam Serba za rękę i pognaliśmy na trzecie piętro w jednym z bełchatowskich bloków. Wpadłam do mieszkania, a za mną Aleks.- Damian ?!- wydarłam się- gdzie ty do cholery jesteś ?!
- tutaj kochanie- wyjrzał z kuchni na korytarz, a jego mina diametralnie się zmieniła gdy zobaczył mojego byłego, oczywiście w jego mniemaniu byłego, chłopaka.
- teraz mówisz do mnie kochanie ?!- podeszłam do niego mierząc go wzrokiem- a co to ma być do kurwy nędzy ?!- krzyczałam patrząc mu w twarz.- tak mnie kochasz ?!- pokazałam mu telefon, a na nim zdjęcie od Karola. Tak, mój narzeczony całował się z jakąś dziewczyną.
- ale Kamila to nie tak- próbował mnie złapać za ramię, jednak ja mu się wyrwałam i zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju.
- kurwa a jak ?!- zatrzymałam się na środku- zdradzałeś mnie i wiem o tym dobrze ! Z nami koniec ! Ślubu nie będzie. Nie mogę uwierzyć, że zrobiłeś mi coś takiego. Zabawiłeś się mną. Ale jesteś egoistą ! Pieprzonym egoistą bez uczuć, nawet mi nie potrafiłeś okazać szacunku, kochasz tylko siebie i pieniądze. Nienawidzę cię.- siadłam na kanapie i ukryłam twarz w dłoniach.
- to jakieś bzdury !- wykrzykiwał- to nie prawda !
- nie ?- popatrzyłam na niego- a koszulka nocna, którą znalazłam w twojej torbie to co ? No chyba że sam nosisz takie rzeczy- prychnęłam.
- zamknij się !- wydarł się na mnie- tak zdradzałem cię ! I wiesz ? Było mi z tym bardzo dobrze !
- jesteś skończonym dupkiem !- krzyknęłam i wpadłam do sypialni, po drodze zabijając prawie Atanasijevicia. Wrzucałam do walizki wszystkie rzeczy, poprosiłam żeby przyniósł z łazienki moje kosmetyki. Po 20 minutach byłam gotowa na przeprowadzkę.
- co ze ślubem?- zapytał.
- spieprzyłeś wszystko, ślubu nie będzie- popatrzyłam na niego zapłakanym wzrokiem i sięgnęłam do kieszeni. Oddałam mu pierścionek i bransoletkę, a raczej rzuciłam w niego biżuterią.- daj swojej kurwie, będzie się cieszyć !
- Kamila nie mów że odchodzisz do tego idioty !- wiedziałam, że czepi się Aleksa.
- nic cię to nie powinno obchodzić ! Żegnam !- wyszłam trzaskając drzwiami.
Alek wziął moją walizkę po czym zeszliśmy na dół.
- ale się wczułaś- zachichotał.
- boju w pewnym momencie to myślałam, że go wyśmieje- odetchnęłam.
- najlepszy był tekst o koszulce nocnej- znów zataczał się ze smiechu. Kopnęłam go w tyłek i poszliśmy do auta Kłosa.
- załatwione ?- zapytał.
- tak- wyszczerzyłam się.
- to super- wyszedł z samochodu- nareszcie zmądrzałaś- przytulił mnie.
- ona aktorką powinna zostać- zaśmiał się mój chłopak. Fajnie to brzmi, prawda ? Zaczął opowiadać całe zajście i mój tekst o koszulce. Nie wiem, co było w tym takiego śmiesznego, ale chłopaki śmiali się całą drogę. Alek dostał "przepustkę" na noc do domu i Karol odwiózł nas, abym mogła się ponownie wprowadzić.
-jak dobrze być w domu- zachichotałam rzucając się na kanapę.
- wariatka- klapnął koło mnie Serb.
- jesteśmy głupi, zidiociali, nienormalni- wyliczałam.
- i zakochani- skradł mi buziaka.
- to też- wtuliłam się w niego. Siedzieliśmy tak może ze dwie godziny, opowiadając sobie co zmieniło się od czasu naszego rozstania. W końcu gdzieś koło 1 w nocy stwierdziłam, że muszę się pójść umyć. Weszłam pod prysznic, ale nie było mi dane w spokoju się wykąpać. Do kabiny wszedł Aleks i zaczął mnie całować. Nie muszę pisać co było dalej, każdy się domyśla. Znów cieszyliśmy się sobą.


***


-zobaczysz szybko minie ten tydzień- pocałował mnie  w czoło.
- cholernie będę tęsknić- zatrzymałam jego rękę na moim policzku.
- to tylko 7 dni, przyjedziesz z chłopakami i wszystko będzie okej- próbował mnie pocieszyć.
- mam nadzieję, nie wiem jak wytrzymam.Przecież dopiero się zeszlismy- roześmiałam się.- obiecaj, że nigdy już nie będzie tak jak było.- popatrzyłam w jego oczy.
-A jeśli już przepaść i pustka między nami, to tylko taka na moment,  na sekundę, między ustami a ustami.- zanucił, a ja się uśmiechnęłam.- kocham cię mała.
- ja ciebie też kocham- powiedziałam i poczułam jego usta na swoich. Zamówiliśmy taksówkę i najpierw ja dotarłam do pracy, a potem Aleks pojechał pod hotel. Ciężko było mi się z nim rozstawać, ale co mieliśmy zrobić. Alkowi zostało półtora miesiąca we Włoszech, potem wraca. Za jakieś 3 tygodnie wezmę urlop i zostanę już tam z nim do końca. Potem razem wrócimy do Polski i będziemy cieszyć się sobą.
- cześć wam- wpadłam uśmiechnięta do gabinetu.
- oo cześć!- powiedziała Paulina- Kamila bo wczoraj świeciło się u Aleksa w domu, wiesz coś o tym ? Mam nadzieję, że to nie złodzieje, ale byłam sama i bałam się tam iść.
- nie spoko- zaśmiałam się- to ja z Alkiem byliśmy.
- razem ?- zdziwił się Tomek.
- tak- pokiwałam głową- wprowadziłam się tam, nie jestem już z Damianem - oznajmiłam im.
- nareszcie !- krzyknęła Paulina- czyli idąc drogą dedukcji jesteś z Aleksem ?- pisnęła.
- noo jakby to powiedzieć- zaczęłam się plątać- no dobra- opadłam na krzesełko - wróciliśmy do siebie.
- kurewa !Przegrałam- walnęła pięścią w stół moja bratowa.
- co znowu ?- zapytał nasz kolega.
- nie mów, że się założyłaś z Dagą- walnęłam się łonią w czoło.
- skąd wiedziałaś ?!
- ile razy założyłyście się już o mój związek z Aleksem ? Pamiętasz co było rok temu jak się poznaliśmy?- przypomniałam jej.
- no racja- zaśmiała się, a my razem z nią.  Zaczęlismy pracować, a ja dostałam nagle sms.
" nie pozwolę ci odejść, jeszcze będziesz moja"

Nie powiem, trochę przestraszyłam się tej wiadomości. Szybko odłożyłam telefon i wróciłam do pracy.


***


- Kamila chyba musimy pogadać !- krzyczy mama wchodząc do biura.
- o czym ?- patrzę na nią zdezorientowana.
- dlaczego zerwałaś zaręczyny ?- pyta siadając na krześle na przeciwko mnie.
- bo Damian mnie zdradzał ?- odpowiadam pytaniem na pytanie, a ona robi wielkie oczy.
- naprawdę ?- widzę w jej oczach smutek.
- no tak- ściągam usta w linijkę- no cóż.
- tak mi przykro kochanie- przytula mnie do siebie- dobrze się czujesz ?
- noo- śmieje się- teraz mam Aleksa.
- wróciliście do siebie ?
- zrozumiałam, że jego kocham najbardziej- uśmiecham się.
- do dobrze, ważne, że jesteś szczęśliwa- całuje mnie w czoło. Siedzi jeszcze długo u mnie i rozmawiamy o różnych rzeczach. Żegnam się z nią dopiero przed końcem pracy. W domu czekają na mnie kwiaty. Nie byle jakie, bo są to róże.... Czarne róże. Znajduję liścik, a to co na nim jest napisane sprawia, że truchleję.
" strzeż się mała, nie wiesz z kim zadarłaś"



______________________

przepraszam, ale nie wiedziałam co napisać to raz, dwa, to fakt, że nie  miałam czasu, trzy, było za gorąco, a cztery ? Wiedziałam co chce napisać, ale nie wiedziałam jak mam to przelać tutaj. Dlatego wyszło takie chuju muju dzikie węże..

komentujcie !!!
buziaki !;*

niedziela, 4 sierpnia 2013

Sześćdziesiąt pięć.

Zacięty mecz skończył się wynikiem 3:2 dla nas. Czeka nas jeszcze rewanż we Włoszech. Po skończonym meczu Damian udaje się porozmawiać z innymi sponsorami, a ja idę pod szatnie chłopaków. Można powiedzieć rozchodzimy się bez słowa. Prowadzę za rączkę Arka, który koniecznie chce pójść pogratulować tacie zwycięstwa. Pukam do szatni, a tam słyszę tylko krzyki zawodników. No tak, świętują. Walnęłam pięścią w drzwi i wtedy poskutkowało.
- włazić !!!- wydarł się chyba Misiek.
- siema !- otworzyłam drzwi i zobaczyłam pół Skry w majtkach. - weźcie się ubierzcie - skrzywiłam się.
- no tak, lepiej idź do szatni Perugii- podparł się pod boki Bąkiewicz.
- tam czeka na Ciebie Aleks to nie będziesz się krzywić- pokazał mi język Pliński. Ja skwitowałam to fakerem w ich stronę. Oni się tylko zaśmiali.
- Bracie, twój syn chciał do ciebie więc go przyprowadziłam- wskazałam na Areczka- a teraz idę do szatni Perugii bo mnie tu nie chcecie !- wyszczerzyłam się i poszłam do gabinetu. Zaczęłam składać porozwalane papiery, bo nie chciałam zostawiać takiego syfu tutaj na weekend. Otworzyły się drzwi.
- hej kochanie- powiedział.
- przykro mi- zrobiłam minę zbitego psa- jak się czujesz ?- zapytałam opierając się o biurko.
- rewanż u nas i to my wygramy - pokazał mi język.
- no na pewno- prychnęłam.
- mieliśmy pogadać- upomniał mnie.
- no tak- pacnęłam się w czoło- całkiem zapomniałam. Gdzie idziemy ?
- może pojedziesz z nami do hotelu ?- zapytał.
- a mogę ?- zrobiłam wielkie oczy.
- jakoś się cię przemyci- zachichotał a ja z litością popatrzyłam na niego.- idziesz ?- wyciągnął dłoń do mnie. Szybko złapałam swój płaszcz, torbę i podałam mu swoją rękę. Gdy wychodziliśmy wpadł na nas Karol.
- wy ?- zrobił wielkie oczy- że wy razem ?- wskazał na nasze złączone dłonie. My się roześmialiśmy patrząc na siebie a on machnął ręką. - to nie wracasz do domu ?- poruszał brwiami, a ja kopnęłam go w dupę. Ramię w ramię poszłam do autokaru Perugii. Przywitałam się z wszystkimi po cichu oprócz Cupka, który musiał wydrzeć się na cały Bełchatów, że jadę z nimi. Zajęłam miejsce obok Aleksa i w ciszy dojechaliśmy do hotelu. Przy wyjściu podał mi ponownie swoją dłoń, ja popatrzyłam na niego przez chwilę i ujęłam ją. Doszliśmy do hotelu, a Kostek trajkotał nam nad głowami. Śmiałam się z jego głupoty, gdy pomylił trenera z jednym ze swoich kolegów i zaczął go przytulać. Dotarliśmy wreszcie do pokoju, nasz przyjaciel uciekł do innych zawodników, a ja rozsiadłam się na jego łóżku.
- co się dzieje Kamila ?- zapytał Aleks, po chwili ciszy.
-mogę mieć do ciebie pytanie ?- popatrzyłam na niego. On skinął głową.
- hmm- wzięłam głęboki oddech- jakie jest twoje najpiękniejsze wspomnienie ?
- najpiękniejsze ?- zapytał patrząc na mnie i lekko się uśmiechnął.

Jest sobota, kilka godzin przed meczem. 
Właście z Kostkiem idziemy na halę. Widzę jak nasz Mariusz zajeżdża swoim samochodem, a z niego wysiada on, Paulina, Arek i jeszcze jakaś dziewczyna. Jest piękna, autentycznie piękna. Nie mogę oderwać od niej wzroku. Razem z Mariuszem przepychają się radośnie, są nawet bardzo podobni. Rodzeństwo ? Przecież Maniek nie mówił, że ma siostrę.
- widzisz to samo co ja ?- szturcha mnie przyjaciel.
- nooooo- tylko tyle udaje mi się powiedzieć.
- ale dupa.- kwituje Konstantin i idziemy w kierunku wejścia do Energii.  Weszliśmy machając do rodzinki Wlazłych. I wtedy w szatni zaczęły się przygotowania do meczu. 
- chłopaki idziecie ?- zapytał Daniel.
- my już jesteśmy gotowi- poprawiam koszulkę i razem z Plińskim wychodzimy na boisko. Otwieramy drzwi, a przed nimi znów ona.
- o Boże ! Panie mój i władco ! Ja chyba śnię ! Kama Wlazły ?! Czy to na pewno ty ?- podbiega do niej. A więc ma na imię Kamila.
Wujku Danielu- zaśmiała się- nie pomylił się wujek. Tak to ja. Wróciłam- a po chwili dodała- na stałe. - Skąd wróciła ? Przyglądam się jej i nie mogę oderwać oczu od jej pięknej twarzy.
- O motyla noga ! Niech mnie gęś kopnie ! Aleś koleżanko mi suprajsa  zrobiła, przed samym meczem- powiedział i przytulił ją mocno- aaaaa ! zapomniałbym. Kamila- zwrócił się do niej- To Aleksandar i Konstantin/Cupko- wskazał na nas- a to Kamila/Kama- siostra naszego kapitana.-Obaj podaliśmy mi ręce, przywitała się z nami powtarzając swoje imię, to samo uczyniliśmy my. Kostek oczywiście zaczął nawijać coś o tym, że miło ją poznać, a ja stałem zahipnotyzowany jej wzrokiem i uśmiechem. Uniosłem kąciki ust co odwzajemniła także ona. Pożegnaliśmy się z nią i poszliśmy na boisko. Ciągle rozmyślałem o niej.
- co ty taki markotny ?- szturchnął mnie Plina.
- to była siostra Mariusza ?- zapytałem rozciagając się.
- a nooo- pokiwał głową.- śliczna jest nie ?
- no nawet bardzo - uśmiechnąłem się.
- chłopie wzięło cię ?- wyśmiał mnie, a ja tylko machnąłem ręką. Naprawdę mi się spodobała i przez cały mecz nie mogłem skupić się na graniu....

- najpiękniejszą chwilą w moim życiu było nasze pierwsze spotkanie.- uśmiechnął się - pamiętasz ?
-no jak mam nie pamiętać ??- zapytałam.


 * - o cholera.- powiedziałam gdy zobaczyłam halę.- jak mnie tu dawno nie było. Całe 4 lata.
-no no no, nogi popiołem posypać (wyj. taki się mówi, gdy kogoś nie było bardzo dawno w jakimś miejscu) Ci trzeba- Mariusz zażartował
-spadaj staruchu !- odepchęłam go od siebie- Idę z moją kochaną bratową, a ty uciekaj do szatni.
Przepychaliśmy się w drodze do środka, a po chwili zauważyłam dwóch chłopaków. Jeden był przystojnym brunetem o kręconych włosach, drugi miał zaś ciut jaśniejsze włosy na których panował artystyczny nieład. Pomachali mojemu bratu i weszli do hali. Szliśmy jakieś 30m za nimi.
-To Aleks i Cupko. Serbowie- poinformował mnie.
-mhm.. przystojni. - zaśmiałam się, a Paulina pokiwała na znak, że zgadza się ze mną.
- a jakie wariaty- ciągnął Mariusz- poznam cię z nimi...*


*...drzwi ponownie się otworzyły. Wyszła trójka zawodników. Dwóch Serbów i Pliński. Tak Daniela znałam. Gdy mnie zobaczył o dziwo od razu mnie poznał choć bardzo zmieniłam się przez ten czas. Podbiegł.
- o Boże ! Panie mój i władco ! Ja chyba śnię ! Kama Wlazły ?! Czy to na pewno ty ?- krzyczał. Serbowie nie wiedzieli o co mu chodzi, dlaczego tak się zachowuje, a ja nie wiedziałam co powiedzieć.- Jeśli się pomyliłem, to przepraszam- ukłonił się w moją stronę.
-Wujku Danielu- zaśmiałam się- nie pomylił się wujek. Tak to ja. Wróciłam- a po chwili dodałam- na stałe.
- O motyla noga ! Niech mnie gęś kopnie ! Aleś koleżanko mi suprajsa  zrobiła, przed samym meczem- powiedział i przytulił mnie- aaaaa ! zapomniałbym. Kamila- zwrócił się do mnie- To Aleksandar i Konstantin/Cupko- wskazał na nich- a to Kamila/Kama- siostra naszego kapitana.-Obaj podali mi ręce, przywitałam się z nimi powtarzając swoje imię.
-Miło poznać- rzekł Cupko, który od razu wydał mi się bardzo pozytywnym człowiekiem. A ten drugi, Aleks tylko się uśmiechnął. Lecz w tym uśmiechu było coś fantastycznego. Słodziak- pomyślałam.
-Mi też bardzo miło-uśmiechnęłam się.
Nagle odezwał się Plina.
-Dobra. My się zbieramy na rozciąganie. Pogadamy później. Do zobaczenia.
-Powodzenia panowie- rzuciłam. *



- pamiętam jak zobaczyłem Ciebie przepychającą się z Mariuszem, nie mogłem oderwać od Ciebie wzroku. Masz taki piękny uśmiech. Nasz pierwszy pocałunek, nasz wypad na łyżwy.- wyliczał- ten czas był najpiekniejszym w moim życiu Kamila. Kocham cię- siadł koło mnie i złapał mnie za rękę. Patrzył na mnie tymi swoimi oczami, aż w końcu ja sama nie wytrzymałam. Łzy zaczęły mi płynąc po policzkach, Alek kciukiem wycierał je, dalej na mnie patrząc.
- ja Ciebie też kocham Aleks i nie umiem żyć sama- chlipnęłam, a jego oczy zaświeciły się jak żarówki na choince.
- wiesz ile czekałem na ten moment ?- uśmiechnął się.
- to co zrobiliśmy było głupie- stwierdziłam trzymając jego dłoń.
- było, ale liczy się to co jest teraz, prawda kochanie ?- ujął mój podbródek i czule pocałował. Wcale nie muszę mówić co zrobiliśmy potem. Bardzo szybko pozbyliśmy się naszych ubrań łaknąc wzajemnie swoich ciał. Brakowało mi tego i teraz z całkowitą pewnością mogę powiedzieć, że kocham tylko jego, a Damian to jedno wielkie nieporozumienie.
- co z tym ?- bawił się moją prawą dłonią Alek, kiedy ja leżałam na jego klatce piersiowej.
- nie liczy się- zdjęłam szybko pierścionek i położyłam na szafce nocnej. Całowaliśmy się jeszcze bardzo długo, dopóki nie rozdzwonił się mój telefon.
- halo ?- odebrałam.- Karol czego ty chcesz ?!
- ....
- dobra to wysyłaj tego mms'a, ja czekam. Na razie - odpowiedziałam i zakończyłam połączenie. Po chwili przyszła owa wiadomość...



________________________________
chyba długo wyczekiwany moment, prawda ? :)
mam nadzieję, ze się podoba ;)

zapraszam na prolog na antkowe-lowe.blogspot.com

buziaki pysiaki <3

czwartek, 1 sierpnia 2013

Sześćdziesiąt cztery.

Po imprezie nie odzywałam się zbytnio do Adamczyka. Podejrzewałam, że mnie zdradza, lecz chciałam mieć na to bardziej "dobitne" dowody. Doszłam do wniosku, że ślubu chyba nie będzie. Jeszcze na nic nie jest za późno na szczęście.  Chyba powoli zaczynałam rozumieć, że nie kocham tego faceta, ale ciągle bolał mnie fakt, że mógłby być z inną kobietą. Jednak przyrzekłam sobie, iż nikt nie będzie mnie bił. Tak. Szarpał mnie, ściskał moją dłoń mocniej niż powinien, a do tego nie szanował. Aczkolwiek chciałam mieć całkowitą pewność i pójść za radą Ignaczaka. Nie mogłam się zebrać na rozmowę jakiś tydzień. Pewnego wieczoru, gdy siedzieliśmy oglądając film zapytałam Damiana.
- możesz mi odpowiedzieć na jedno pytanie ?
- jakie kochanie ?- zrobił słodkie oczka do mnie.
- tak się zastanawiałam- chrząknęłam- powiedz mi jakie jest twoje najpiękniejsze wspomnienie w życiu ?
- ale dałaś mi teraz- zaśmiał się- to oczywiste, że moment kiedy założyłem swoją firmę, pierwsze zarobione 10 tysięcy i pierwsza wypłata- rozmarzył się- tak dawno to było...
- to jest twoje najpiękniejsze wspomnienie ?- otworzyłam szerzej oczy.
- owszem kotek- przytulił się do mnie- wiesz jaką mam teraz satysfakcję z tego ?
- yhmm- jęknęłam i uwolniłam się z jego uścisku. Wiedziałam, że z nim nie będę. Wiedziałam...



***


- Kamila nie zgadniesz z kim Skra zagra teraz w Pucharze Europy- wpadła do gabinetu Paulina.
- no dawaj- zatarłam ręce.
- Perugia- stanęła dumnie, a ja popatrzyłam na nią jak na idiotkę.
- serio ?!!!- zdziwiłam się- Aleks przyjedzie ! I Cupko ! Ale jazda- ucieszyłam się.
- co nie ?! - potwierdziła moje słowa Paula- Fajnie będzie ich gościć u nas.
- to prawda- zaśmiałam się pod nosem. I dobra okazja by pogadać z Alkiem- pomyślałam.
 Po pracy pojechałam odwiedzić Kłosów i malutkiego Maksa.
- cześć wam kochani- przywitałam się z młodą mamą, która trzymała na rękach swojego synka.
- cześć ciociu- zaprosiła mnie do środka. Ja rozebrałam się i przejęłam małego od przyjaciółki.
- napijesz się czegoś ?
- możesz mi zrobić kawę- powiedziałam i zaczęłam bawić się z Maksiem.
- siadaj i opowiadaj czy sobie radzisz- ponagliłam ją. Ona postawiła przede mną kawę i zaczęłyśmy rozmowę.
- radzę sobie, radzę - zaśmiała się- mały jest spokojny jak aniołek. Naprawdę,  przesypia całe noce i daje mi pospać do 7 ! Rzadko się zdarza to u dzieci.
- no nie ?- posłałam jej uśmiech- to ciocia się cieszy, że niunio jest grzeczny- powiedziałam do synka Karola.
- a co tam u Ciebie ?- zapytała.- kiedy znów jedziemy po kieckę ?
- ummm- ściągnęłam usta w linijkę- chyba nie jedziemy.
- jak to ? Kamila ?! Co się stało ?- zasypała mnie pytaniami.
- no - mruknęłam.
- mów !- ponagliła mnie.
- chyba odejdę od Damiana- powiedziałam na jednym tchu, a ona otworzyła szeroko buzię.- zamknij gębę bo ci much do niej naleci- pokazałam jej język.
- kto podmienił moją Kamilę ? Kiedy ty to zrozumiałas ? Nareszcie ! - ucieszyła się.
- ty teeż ?- zajęczałam.
- kto przemówił ci do rozumu ?- zapytała.
- Igła- uśmiechnęłam się nikle- Dał mi chyba dobrą radę. Tu opowiedziałam Oli o całym zajściu i o pytaniu do Damiana.
- no to teraz musisz wybrac- uśmiechnęła się do mnie.
- tylko czy ja chce się pakować w drugi związek ?- westchnęłam chodząc po pokoju z Maksem na rękach.
- dobrze wiesz, że chcesz- podeszła do mnie Ola i przytuliła mnie.- o patrz- wskazała na syna- usnął. Zanieś go do naszej sypialni do łóżeczka. Jak kazała tak zrobiłam i zaraz wróciłam do niej. Postanowiłam, że zostanę u nich na kolację i razem z przyszłą żoną Karola zaczęłyśmy przygotowywać kolację.
- cześć kochanie !!!- wpadł Kłos do domu.
- cicho !- pisnęłyśmy obydwie na raz- mały śpi !
- o cześć Kama- podszedł do mnie i ucałował mój policzek, a zaraz Olkę - co dobrego robicie ?- zapytał.
- pizzę-  wyszczerzyłam się.  Dokończyłyśmy jedzenie, a w tym czasie Wąski poszedł pod prysznic i niedługo potem zasiadł z nami do jedzenia.
- to Kamila kiecka jest ?- zapytał pożerając pizzę.
- nie ma i nie będzie- wzruszyłam ramionami.
- jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeest !- wydarł się na cały blok- nareszcie kurwa nareszcie !
- o matko widzisz co zrobiłeś ?!- wydarła sie Ola.- Maks się obudził ! Zaraz go będziesz bawił !- wkurzyła się i poszła do sypialni.
- oj Karolku, Karolku- zachichotałam- a wy kiedy zalegalizujecie swój związek ?
- właśnie nad tym myślałem- powiedział trochę ciszej.- muszę pogadać z moją lubą na ten temat.
- to gadaj ! Bo dawno wesela nie było- wyszczerzyłam się. Posiedziałam u nich jeszcze trochę i koło 21 zamówiłam taksówkę, aby wrócić do domu.


***



Minęły dwa tygodnie, nasze stosunki z Damianem znacznie się ochłodziły. On często znika gdzieś na cały dzień, nie ma go w domu, a ja siedzę albo w pracy albo u Kłosów. Ewentualnie spędzam czas z moją chrześnicą u Winiarskich. Lenka jest przesłodka i co najfajniejsze- odziedziczyła oczy po tacie. Mała co prawda ma dopiero kilka miesięcy, ale widać po niej, że do niskich dziewczynek nie będzie należeć.
W pracy zapiernicz związany z organizacją finału Pucharu u nas. Ciągle mam spotkania ze sponsorami, Tomek stara się jak może i wymyśla coraz to nowsze pomysły na marketing, Paulina stara się wszystko dopiąć na ostatni guzik i chyba nam się to udaje, bo w dzień sprzedaży biletów w pół godziny rozeszły się wszystkie. Było to nie lada zaskoczeniem ponieważ odkąd Skra skończyła sezon 12/13 na 5 miejscu kibice niezbyt często pojawiali się na meczach. To znaczy byli, owszem, ale nie pchali się drzwiami i oknami. Na szczęście wszystko grało.
Dziś dzień meczu z Perugią. Nie miałam czasu wcześniej zobaczyć się ani z Alkiem, ani z Kostkiem, bo sprawy zawodowe pochłonęły mnie całkowicie. Podałam Damianowi akredytację i on zasiadł w sektorze rodzinnym, a ja sama biegałam między szatnią, boiskiem i naszym gabinetem. Do rozpoczęcia spotkania została godzina, gdy byłam sama w pokoju menadżerów, ktoś wszedł do środka.
- nie przeszkadzam ?
- o mamo ! Czeeeść !- rzuciłam się na Aleksa.- miałam do was iśc właśnie.
- a widzisz- uśmiechnął się- telepatia.
- tak sobie mów- popukałam się w czoło.- musimy się spotkać po meczu.
- mówisz ?- zapytał mrużąc oczy.
- mówię, mówię- puściłam mu oczko i zgarnęłam swoją akredytację z biurka.
- to ja lecę na rozgrzewkę- stanął przy drzwiach.
- okeeej, na razie !- pomachałam mu. On jednak się zatrzymał, wrócił się i mocno mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek. Gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy powiedziałam.
- cicho, nie mów nic. Porozmawiamy później. - uśmiechnęłam się, a on posłał mi buziaka w powietrzu i uciekł. Stałam ciągle oniemiała i trochę zakręcona( pozdrowienia :P)....







_________________________________

dziś krócej i trochę lanie wody ;P
 buuuuuuuuuuuuuuziaki ! :*

zapraszam na nowe opowiadanie ! antkowe-lowe.blogspot.com :)))